Na drodze do emerytalnej katastrofy

http://www.dziennikpolski24.pl
Obniżenie wieku emerytalnego w pierwszych stu dniach rządów było sztandarowym postulatem wyborczym PiS oraz prezydenta Andrzeja Dudy - na szczęście się nie udało. Przez osiem miesięcy od zaprzysiężenia gabinetu Beaty Szydło kwestia reformy długo pozostawała tematem tabu w ekipie rządzącej. Niestety wygląda na to że decyzje zostały już podjęte i projekt zostanie uchwalony po przerwie wakacyjnej w Sejmie. Jest to rozwiązanie bezpruderyjnie populistyczne, a przy tym tak absurdalne i niebezpieczne, że wywołało sprzeciw nawet rozsądniejszych członków rządu PiS.

Projekt zakłada bezwarunkowy powrót do systemu sprzed zmian wprowadzonych przez rząd Donalda Tuska w 2013 roku. Nadchodząca reforma nie bierze pod uwagę systematycznie spadającego przyrostu naturalnego i stanowi początek prostej drogi do ekonomicznej katastrofy całego społeczeństwa. A przypomnijmy, że ekipa rządząca już od dłuższego czasu zadłuża państwo z rozmachem niepamiętanym od czasu radosnej polityki kredytowej Edwarda Gierka. Niezwykle wymowne, że w gronie oponentów planowanej reformy znaleźli się ministrowie finansów i rozwoju. To oni i ich wizerunek będą bezpośrednio odpowiadali za nieunikniony krach, który wywoła ten projekt.



Harmonijne funkcjonowanie systemu opieki Seniorów to fundamentalny element społeczeństwa obywatelskiego. W obliczu postępującego starzenia się populacji, kolejne kraje stawały w ostatnich latach przed koniecznością podwyższenia wieku emerytalnego. W Unii Europejskiej do dziś na taki krok nie zdecydowano się tylko w Luksemburgu.

Obecnie na jednego emeryta przypada 4,2 osób zdolnych do pracy. W 20130 roku liczba ta spadnie do 2,6 a w 2060 roku do 1,5 osoby.
Powstaje pytanie – jak w tych okolicznościach bez podnoszenia wieku emerytalnego utrzymać świadczenia na obecnym poziomie, nie mówiąc już o ich wzroście?
Nie istnieje możliwość, by wzrost PKB całkowicie zrekompensował wyrwę budżetową o tak ogromnym rozmiarze.

Warto pamiętać, że Europejczycy pracują coraz dłużej nie tylko dlatego, że znacząco spada dzietność. Jest to możliwe, ponieważ na całym kontynencie systematycznie wzrasta średnia długość życia. W Polsce - przez ostatnie 25 lat aż o 6,5 roku wśród mężczyzn i o 5,8 wśród kobiet. Niektóre kraje, jak choćby znane ze znakomitej polityki geriatrycznej Dania i Finlandia, wprowadziły system uzależniający wiek emerytalny od oczekiwanej długości życia obywateli.

Rząd Donalda Tuska podwyższył wiek emerytalny w sposób nieprzemyślany, ale to nie znaczy, że należy naprawiać jego błędy ulubionym sposobem PiS – poprzez destrukcję.
Premier Szydło posunęła się do manipulacji, przytaczając przykład Niemiec, które rzekomo obniżyły wiek emerytalny do 63 lat. W rzeczywistości ta regulacja dotyczyła tylko mocno ograniczonej grupy wiekowej, na dodatek z wymaganym stażem pracy w wysokości 45 lat. Okazuje się, że nie każdy rząd robi wszystko, by w imię zbijania kapitału politycznego zwiększać dług publiczny, który i tak w Polsce na koniec I kwartału wyniósł 936.761 mln zł, czyli 52%PKB i rośnie w porównaniu z rokiem 2015.

Za naiwną należy uznać wiarę, że wycelowany w poprawę sytuacji demograficznej program Rodzina 500+ przyniesie tak spektakularne efekty, aby uniknąć katastrofy budżetowej.
Jak przekonaliśmy się ostatnio na bydgoskim spotkaniu sympatyków PiS, nie zakłada tego nawet wicepremier Morawiecki. Nawet jeśli miałoby się tak stać, musimy pamiętać, że przez najbliższe 20 lat 500+ co najwyżej przyczyni się (choć naprawdę wszystko wskazuje na to, że nieznacznie) do zwiększenia populacji w wieku nieprodukcyjnym.

Kapitał emerytalny należy budować, a nie niwelować w imię doraźnej poprawy nastrojów społecznych. W 2013 roku popełniono błąd, przy podwyższaniu wieku emerytalnego bojaźliwie unikając reform KRUS czy emerytur mundurowych. System w państwie prawa powinien gwarantować sprawiedliwość społeczną także przy przyznawaniu świadczeń emerytalnych. Odrębność dla określonych grup społecznych stanowi odstępstwo od tej reguły. Zerwanie z odrębnymi zasadami kalkulacji emerytur dla rolników, górników czy policjantów pozwoliłoby wzmocnić budżet przez nawet kilkadziesiąt miliardów złotych w skali roku. Skutecznym sposobem na poprawę sytuacji w obliczu kłopotów z demografią może okazać się wzmocnienie III filaru systemu emerytalnego. Konsolidując część środków z ZUS w IKE i IKZE (dziś czyni to zaledwie 3% pracowników), zadbamy o ich dynamizację zgodną z inflacją i ukształtowaniem sytuacji rynkowej w kraju oraz za granicą. Ryszard Petru zaproponował to rozwiązanie w Sejmie już w styczniu 2015, ale jego zwolenników brakuje w konserwatywnym skrzydle rządu i w polskim Białym Domu przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.
Niemal wszystkie dotychczasowe działania PiS uderzają swoją krótkowzrocznością. Perspektywa ekipy rządzącej sięga kilku lat i najbliższych wyborów (co przynosi nadzieję, oby nie złudną, że do tych wyborów w ogóle dojdzie w zgodzie z zasadami
demokracji).
Ekipa Jarosława Kaczyńskiego podąża na skróty, po trupach do swoich celów politycznych. Lubi przy tym spojrzeć wstecz – całkowite wycofanie reformy emerytalnej to kolejny krok rządu stanowiący próbę założenia dziecku ubrania, w które mieściło się przed pięcioma laty - powrót do przeszłości i określonego status quo.

Łatwo odpowiedzieć sobie na pytanie, w jakim kierunku podążamy ...
Trwa ładowanie komentarzy...