Wzrost płacy minimalnej dotyczy ponad 1,3 mln Polaków

Premier Beata Szydło ogłosiła wczoraj na konferencji prasowej, że w 2017 r. rząd podniesie wysokość płacy minimalnej do 2000 zł z obecnego poziomu 1850 zł. Tą decyzję uzasadniała poczuciem odpowiedzialności za budżet państwa, sytuację finansową i los obywateli. Jakie konsekwencje przyniesie wzrost płacy minimalnej szczególnie w długim horyzoncie czasowym?

Temat jest ważny w kontekście gospodarczym i społecznym, ale jest również chwytliwy ze względów wizerunkowych, dlatego tak duże zainteresowanie mediów nie może dziwić.


Z informacji podawanych na różnych portalach prasowych możemy przeczytać, że propozycja rządu zostanie przekazana do opinii Rady Dialogu Społecznego i ostateczną wysokość wynagrodzenia minimalnego poznamy w 2017 r., ale już teraz możemy spodziewać się akceptacji ze strony związków zawodowych, partnerów społecznych, a przede wszystkich tych pracowników, którzy pobierali minimalne wynagrodzenie.

Nie trudno przewidzieć, że sprzeciwu możemy z kolei spodziewać się ze strony pracodawców, którzy już teraz wskazują na to, że w przypadku pogorszenia koniunktury wpływ wzrostu płacy minimalnej może doprowadzić do zwolnień pracowników oraz stwarzać pokusę lub konieczność przechodzenia do szarej strefy. Zgłaszane przez nich uwagi i zastrzeżenia nie są nowe i pojawią się zawsze w sytuacji omawiania wzrostu płacy minimalnej.

Negatywne skutki podniesienia płacy minimalnej nie są widoczne od razu, szczególnie w czasach dobrej koniunktury, a jednolita stawka dla całego kraju odbije się negatywnie przede wszystkim na biedniejszych regionach Polski, co będzie miało jeszcze bardziej szkodliwe konsekwencje jeśli dojdzie do pogorszenia koniunktury gospodarczej.

W efekcie decyzja rządu wywoła nacisk na pracodawców, którzy jak sami wskazują - mogą nie wytrzymać presji podwyżek wynagrodzeń, szczególnie w tych branżach, które cechuje silna konkurencja cenowa. To z kolei może spowodować chęć przeniesienia tych kosztów na klientów lub potrzebę restrukturyzacji. Problemy będą najbardziej widoczne w biednych regionach Polski, o wysokiej stopie bezrobocia i niskiej produktywności pracowników.

Kolejnym problemem jest możliwość pozbawienia świadczeń z Programu 500+ tych osób, u których zastosowano kryterium dochodowe. Może dojść do sytuacji, w której część z nich zrezygnuje z pracy na rzecz otrzymywania środków z programu w wyniku prostej kalkulacji ponoszonych przez nich zysków i strat.

Warto pamiętać, że pomoc dla najbiedniejszych nie może być pomocą czysto wizerunkową, a faktycznym wsparciem, które powinno opierać się na stabilnym i systematycznym włączaniu pracowników do rynku pracy.

Obecny system pomocy socjalnej jest tak skonstruowany, że wynagrodzenie jest mocno opodatkowane, a niekiedy podjęcie pracy może wiązać się z realnym spadkiem dochodów w wyniku przekroczenia progów zapewniających dostęp do zasiłków. Może to prowadzić do tego, że wielu z Polaków zdecyduje się na uzyskiwanie wynagrodzenia „pod stołem”. Warto jednak pamiętać, że Polacy potrafią być bardzo przedsiębiorczy i jeśli tylko dostaną „wędkę” zamiast „rybki” będą w stanie sami zadbać o swoją przyszłość.

Jak każda regulacja tak i ta, niesie za sobą szanse i zagrożenia, z jednej strony – ochrona najsłabiej zarabiających, a z drugiej – widmo bankructwa niektórych firm.

Wszystkie te kwestie dotyczą jednak głównie tych, którzy w Polsce zarabiają najmniej, często ledwo wiążąc koniec z końcem. Warto zatem pamiętać, że w przypadku braku systemowych działań, stosowanie jedynie chwytliwych haseł nie poprawi w żadnym stopniu standardu ich życia.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...